Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

February 21 2017

Portret kobiecy

Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

Wisława Szymborska
Reposted fromflorentyna florentyna

February 17 2017

3696 38ef
Reposted fromNajada Najada

February 16 2017

I think everybody should get rich and famous and do everything they ever dreamed of so they can see that it's not the answer.
— Jim Carrey
Reposted fromcurlydreamer curlydreamer

February 15 2017

6339 dcab 500
Goethe
Reposted fromvesania vesania

February 14 2017

3238 405e 500
"Wyjechała lecz wróci i niech wraca ciągle,
Niech ciągle powracają jej popołudniowe obyczaje
Poranne i wieczorne
Znowu mam życie, ona mi je robi
Znowu mam życie, ona mi je robi"

<3
Reposted fromcurlydreamer curlydreamer

July 10 2015

wracam od chłopca do domu
jak żołnierz z wojny światowej
bez amputacji
z wszystkimi kończynami
bez szwów i ran
ale nie ocalałam

boże
zakwalifikowałeś mnie do najgorszego stopnia
inwalidztwa wojennego
nie ma go a jest
— Ewelina Kosik https://www.facebook.com/jakpieknieuwodzisznicosc
Reposted fromuwodzenicosc uwodzenicosc
I nie po to mam serce, by mi pękało na środku pustej ulicy milionowego miasta.
— Jarosław Borszewicz
Reposted fromxalchemic xalchemic

July 08 2015

Stęskniłem się za tobą... A ty jak gdyby nigdy nic, jak gdyby mnie nie było 
— J.Borszewicz "Mroki"
Reposted fromcytatyzksiazek cytatyzksiazek
nie chciałaś patrzeć mi w oczy  może się bałaś że zobaczę coś  czego nie chciałaś  pokazać nikomu  nie dotykałaś moich ust pewnie  bałaś   się  że  będziesz musiała  zmywać ich smak   okropnymi łzami jasna cholera  Kochana  i tak byśmy płakali  a potem  jakoś tak przyzwyczaiłaś się  do mnie  pewnie tego nie chciałaś  nie chciałaś przygarnąć  na dłużej kogoś takiego  bo to pewnie zbyt duża odpowiedzialność  w końcu  byłbym tylko Twój  ale przecież wiesz że już zawsze będę przy Tobie  tylko  nie mogę nic z tym zrobić  chyba tylko  być  gdzieś obecnym  wspomnieniem 
Reposted frompingwineq pingwineq

July 07 2015

It's so easy to be a poet and so hard to be a man.
— Bukowski
Reposted fromnadwrazliwosc nadwrazliwosc
chłopcze
twoja ukochana matka pyta
a kiedy to planujemy powiesić
matkę
nad łóżkiem
oczywiście boską i karmiącą

oboje się sobie uśmiechamy
kiedy ci o tym opowiadam
bo jak jej wyjaśnić sens
reprodukcji
pocałunku klimta
by nikogo nie wieszać
— Ewelina Kosik https://www.facebook.com/jakpieknieuwodzisznicosc
Reposted fromuwodzenicosc uwodzenicosc

July 06 2015

Kto nazbyt długo w mieście był więziony

Kto nazbyt długo w mieście był więziony,
Ten w lica niebios spogląda radośnie,
Z serca mu błoga modlitwa wyrośnie,
By iść w nadziemskie, uśmiechnięte strony.

Któż może więcej być zadowolony
Niż człek, co leży na trawie, miłośnie
Zaczytan w książce, mającej o wiośnie
I o miłości najtęskliwsze tony.

W wieczór, wracając, słucha Filomeli
Rozkosznej pieśni, patrzy, jak obłoki
Płynną promiennie po niebios topieli.
Żałuje wówczas, że dzień jasnooki
Tak szybko gaśnie, jakby łzy anielej
Kropla spłynęła w firmament głęboki.

— Keats John
Reposted fromhormeza hormeza

July 03 2015

nie wiem czego oczekiwałam
że ktoś mnie pokocha?
tak po po prostu?
bez reguł?
bez powodów?
bez zasad?
no może tylko trochę za uśmiech
bo wiem,że jak się zawstydzę
to ja jestem tego pewna
on jest wyjątkowy
ale tylko dlatego,że ja wtedy
w momencie tym jendym
dokładnie w tym kiedy się uśmiecham
zrzucam z siebie narzutę
i stoję taka roznegliżowana
bez skrupułów
bez zbędnych słów
niepotrzbnych wyznań
stoję nakryta
mglaną osłonką ze wstydu
i jestem chyba wtedy
naprawdę urodziwa

lecz niestety rzadko tak się zdarza
więc liczyłam na to
naprawdę w to wierzyłam
że ktoś mnie pokochał
bo chciał bym ja z nim była szczęsliwa
i pewnie się trochę wywyższam
jednak rękę dam sobie uciąć
że ktoś ten, co mnie pokochał
to dla tego mojego uśmiechu
pewnie chciał go trochę cześćiej oglądać
ja naprawdę!
ja sercem moim całym się oddałam
tej mojej głupiej wierze
że z wzajemnością się zakochałam
i uśmiech
ten mój wstydliwy
czarujący
nieśmiały troszeczkę
on na moich ustach gościł co raz częściej

lecz dnia pewnego
gdy burzowe chmury przmeykały przez miasto
ja spotkałam mojego wybranka
i on zapraszał piękną kobietę
najpiękniejszą na świecie
wyobraźcie to sobie,że on ją zapraszał na kawę i ciasto
i serce w tym jednym momencie
w tej jednej sekundzie
moje biedne kruche nabrzmiałe od miłości serduszko
ono się
złamało
trzasnęło
popękało

bo ja naprawdę,
naiwnie, dziecinnie, niemądrze
ja byłam w stanie w to uwierzyć
że ten ktoś, kto kochał mnie tak mocno
to tak naprawdę to robił
naprawdę tak chciał mnie
chciał oglądać mój nieśmiały uśmiech

lecz czasem się tak zdarza moi drodzy
a szczególnie do was zwracam się piekne panie
że inna kobieta podaje jak na tacy
to co wy tak skrzętnie w sobie ukrywacie
a faceci, z natury prości,chodzący na skróty
zamiast szukać prawdziwą miłość
ciągną do łóżka to co im się najszybciej napatoczy

lecz wy moje piękne
pamiętajcie o tym was proszę
wszystkiego jesteście warte
i tylko ten jedyny wasze skryte duszyczki otworzy
Reposted byanorexianervosamadadreamimsickofthishitkittylitterpromiskuizmblondieangel12czerwca
bolisz mnie
stale
niezmiennie
na okrągło
bolisz mnie kochanie
każda rana na sercu
każdy strup który się pojawia
pod plastrem  z nadziei moich
utkanych Twoim kolejnym z kłamstw
zostaje zerwany
bo przychodzisz znów do mnie
jest czwarta rano
za oknami szarość
nieciekawość
a Ty pukasz
i wchodzisz
nie czekasz na zaproszenie
nie zdejmiesz butów
błocisz mi serce
i zanim coś powiem
choćby jedno słowo protestu
siedzisz już
pośrodku tego okropnego mięśnia
co przysparza bólu więcej niż uciech
na słomianym krześle z moich marzeń
wyciągasz z niego po jednej słomce
a ona?
ona nic takiego
marzenie moje
nietrwałe jak Twoja miłość
i niszczysz to wszystko
szydzisz znów ze mnie
a senne źrenice spoglądają za okna tęsknie
bo chcę już zasnąć
wypłoszyć cię trochę
pokazać stanowczo
że czwarta trzydzieści już nastała
że szkoła że dom że praca
 i że miejsca dla Ciebie już nie ma
już wynoś się brutusie
uciekaj chlejusie
bo ja Cię nie kocham
już dawno tego nie robię
bo głupie to przecież by było
skoro dokładnie dwa lata temu
miesiecy trzy
i dni dosłownie piętnaście
zostawiłeś mnie samą
podeptaną na środku deptaka

serce moje
to wtedy była taka szmata
wycierałeś nim swoje łzy
rozlaną zupę
wylaną kawę

Twoja własna prywatna szmata

A ja się postawiłam
pewnego dnia
w poniedziałek chyba
wyrzuciłam Cię już na stałe
powiedziałam że uciekaj i koniec
że ja Cię nie chcę widywać w moim pokoju

serce co prawda jak zawsze protestowało
jednak...
kiedy dzisiaj Cię witam
zaszklonym chłodem mego spojrzenia
kiedy znów wchodzisz na moje słoamine krzesła
ja rozumiem kochanie
że nie miejsce
nie czas
niemiłość
dla nas nastała
więc ściagnij swe buty
i wypierdalaj
Reposted byathousandthoughtszupsonimsickofthishitkittylitterkatastrofopromiskuizm

July 02 2015

sam już nie wiem  jakie światy  i jakich bogów  winić  za brak  Ciebie 
Reposted frompingwineq pingwineq

July 01 2015

820/2015

Zasnąć już... - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zasnąć już!.... Noc ta pochmurna, bezgwiezdna,
posępnych widzeń krynicą jest bez dna -
zasnąć już, skłonić na nirwany łono
głowę płonącą, bez miary zmęczoną...

Przepłynął przez nią strumień myśli długi,
a jedna była smutniejszą od drugiej,
a wszystkie były smutne bezlitośnie - -
chcę spać, choć wiem, że ciągu myśli dośnię...

Ha!... Tłum okropny mar ciśnie się białych,
w szatach zwalanych ziemią i zbutwiałych,
tańczą wokoło z szalonym pośpiechem,
szyderczym w twarz mi wybuchając śmiechem

Widok ich trupich czaszek mię przeraża,
dusi mię zgniła, wstrętna woń cmentarza,
a ten śmiech strasznej ironii się wwierca,
jak tępa śruba, w głąb mojego serca.

Tłoczą się ku mnie ohydną gromadą,
trupie swe ręce na czoło mi kładą
i spróchniałymi szczękami klekocą
najokropniejsze z wszystkich pytań: Po co!?...

https://www.facebook.com/2015w365
Reposted fromavooid avooid

818/2015

Nie licz lat i dni - Zofia Szydzik

nie licz lat i dni – dawna dziewczyno

ich nurtu nie zatrzymasz 
niech płyną... 
bądź jak stare dobre wino 
zatrzymaj słodki jego bukiet 
i w zachwycie łap chwile 
jak piękne motyle 
nie pozwól im 
uciec

bo w zachwycie ci bardzo do twarzy 
i w szalu nadziei na ciepłe dni i lata 
jeszcze wszystko może się zdarzyć 
niech unosi cię na fali myśl skrzydlata !

śpiewaj piękna dziewczyno mimo deszczu 
i przetaczających się burz 
w duszy posiej kwiaty 
niech pokryją pamięci kurz 
i śpiewaj... 
a jutro uśmiech przyjdzie w swaty 
jak kochanek 
z bukietem pąsowych 
róż

bo z uśmiechem wyglądasz ładniej 
bo uśmiech - to ust twoich kwiat 
z uśmiechem wyglądasz powabniej 
taka właśnie możesz zdobyć świat !

tańcz dziewczyno do póki dusza 
wiosnę pamięta... 
póki usta pamiętają pocałunków smak 
szal nadziei zarzuć na ramiona 
i tańcz harmonijnie – w takt 
niech zwiędłe spojrzenie 
w lustrze skona 
uwierz w jutro 
w wyznaczony sercem 
trakt

bo z nadzieją ci bardziej do twarzy 
z nią możesz marzyć, śpiewać, żyć 
bez niej nie wiesz, co się wydarzy 
zgubisz drogę do szczęśliwych wysp !

nie licz lat – dziewczyno ! 
nie licz dni !

https://www.facebook.com/2015w365
Reposted fromavooid avooid

817/2015

Wielka liczba - Wisława Szymborska

Cztery miliardy ludzi na tej ziemi,
a moja wyobraźnia jest, jak była.
Źle sobie radzi z wielkimi liczbami.
Ciągle ją jeszcze wzrusza poszczególność.
Fruwa w ciemnościach jak światło latarki,
wyjawia tylko pierwsze z brzegu twarze,
tymczasem reszta w prześlepienie idzie,
w niepomyślnie, w nieodżałowanie.
Ale tego sam Dante nie zatrzymałby.
A cóż dopiero, kiedy nie jest się.
I choćby nawet wszystkie muzy do mnie.

Non omnis moriar -przedwczesne strapienie. 
Czy jednak cała żyję i czy to wystarcza.
Nie wystarczało nigdy, a tym bardziej teraz.
Wybieram odrzucając, bo nie ma innego sposobu,
ale to, co odrzucam, liczebniejsze jest,
gęstsze jest, natarczywsze jest niż kiedykolwiek.
Kosztem nieopisanych strat -wierszyk, westchnienie.
Na gromkie powołanie odzywam się szeptem.
Ile przemilczam, tego nie wypowiem.
Mysz u podnóża macierzystej góry.
Życie trwa kilka znaków pazurkiem na piasku.

Sny moje -nawet one nie są, jak należałoby. ludne. 
Więcej w nich samotności niż tłumów i wrzawy.
Wpadnie czasem na chwilę ktoś dawno umarły.
Klamką porusza pojedyncza ręka.
Obrasta pusty dom przybudówkami echa.
Zbiegam z progu w dolinę
cichą, jakby niczyją, już anachroniczną.
Skąd się ta przestrzeń bierze we mnie –
nie wiem.

https://www.facebook.com/2015w365
Reposted fromavooid avooid

816/2015

Nadchodzi lato - Maria Rodziewicz

Popatrz - lato w złotych pantofelkach
nadchodzi, z muzyką światła i ciepłem
kolorów.

Przychodzi w tryskających słońcem
słodkich morelach i beztroskich makach
o łagodnym spojrzeniu naiwnych oczu.

Przynosi radość błyszczącymi w zbożu
świetlikami i pszczółkami co tańczą
sambę na białych kwiatach akacji.

Uśmiecha się szeptem fal mazurskich
jezior, cicha nowenna tatrzańskich
szczytów, melodia dzwonków
zielonych hal.

Śpiewa radosna miłość w delikatnych
fiołkach podrygujących na wietrze
i w moich dłoniach tulących delikatnie,
ciepło Twoje namiętne usta,
a razem z latem śmiej się, ciesz,
śpiewaj i tańcz.

https://www.facebook.com/2015w365
Reposted fromavooid avooid

815/2015

Bolenie - Marcin Świetlicki

Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek.
Chociaż z przyszłości spoglądają raki.
Zdrowy mężczyzna. Wypoczęty. Chociaż
nie spał tej nocy. W ścianę patrzył,
jakby chcąc jakiś ekran w ścianie umiejscowić.

On nie jest w miejscu, w którym dzisiaj miał być.
Patrzy przez okno, jakby chcąc za oknem
zobaczyć rozwiązanie, zanim wszystko się
samo rozwiąże. Rozwiązuje się
bezustannie. Rozwiązane armie.

I rozwiązane związki krwi.

Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek.
Nie jestem w miejscu, w którym obiecałem
być, bowiem boli. Niewypowiedzianie
niewypowiedzianie boli. Nigdzie nie pojadę,
bo boli. I nie o szesnastej,
ani godzinę później. Bowiem boli. Nie odeślę i
nie odbędę. Gdyż boli. Będę zajęty czym innym
- boleniem. Bowiem boli. Nie przestanie i ja
nie przestanę. Bo nakręcam się.
I przeciwbóle gromadzę na później.

https://www.facebook.com/2015w365
Reposted fromavooid avooid
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl